 |
|
 |
|
Yelonek
Ranald's middle finger
Dołączył: 26 Maj 2007
Posty: 1695
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
|
|
 |
|
 |
|
Wysłany: Śro 19:34, 31 Paź 2007 Temat postu: Rozdział 1. Chesterfield obiecane. |
|
|
Soundtrack
Kazik: Widok przedstawia się żałośnie. Podłoga dawnej biblioteki wodza wręcz klei się od krwi, której oprócz postrzelonych najeźdźców dolewa jeszcze Casper. Najwyraźniej wysiłek, jakiego wymagało podbiegnięcie z gaśnicą, ponownie wywołał krwotok z postrzelonej niedawno wątroby. Nawet posiadana przez niego zdolność regeneracji wydaje się być niewystarczającą, zwłaszcza w chwili, gdy wasz medyk gdzieś zniknął.
W dużo gorszym stanie prezentuje się za to właściciel biblioteki, skwierczący jeszcze na biurku. Poczerniałe ciało ciężko odróżnić od pokrytej pęcherzami politury mebla, a pęknięta gęsto skóra odsłania rażące w oczy wnętrze ciała.
Mimo wszystko, ciężko ci zrozumieć fakt, iż właśnie twój wzrok spoczywa na leżących przed tobą zwłokach ojca.
Z zadumy wyrywa cię jęk leżacej za tobą, między regałami dziewczyny. Po ciężkim szoku jaki przeżyła jej ciało najwyraźniej odmówiło posłuszeństwa i wije się ona tylko wśród poplamionych na czerwono książek. U szczytu schodów, oparty o ścianę, leży Casper brocząc obficie sapiąc przy tym boleśnie. Trzeci dźwięk jaki do ciebie dochodzi to płacz kolejnej rannej z parteru, której powoli zaczęły mijać efekty granatu ogłuszającego.
Za wybitym przez jednego z postrzelonych oknem rozciąga się widok na cały plac miasteczka Chesterfield. Po swojej lewej widzisz płonący jeszcze transporter CoH oraz rządek drewnianych składzików. Na środku usypana leży mała hałda z różnych odpadków zgromadzonych po czyszczeniu. Widać tam pojedyczne druty, resztki betonu, a także drewniane skrzynki, które miały zostać wywiezione i z czasem zastąpione klombem. Nieco za nią rozciąga się rownolegle do budynku droga dojazdowa do miasteczka, którą nie tak dawno jeszcze miała okazję budować Konfederacja. Po prawej, resztki z dużego warsztatu, który niestety miał pecha zostać zniszczony twoim granatem. Przed wejściem ciągle leży pokaźna grupa martwych, zarówno wrogów, jak i przyjaciół. Ale zaraz... Tam się ktoś rusza!
Tomasz: Wyczołganie się z budynku kosztowało cię sporo energii, ale jednak dałeś radę. Wyczerpany ległeś na piachu z rzadka urozmaiconym źdźbłami trawy. Kurz drażnił w oczy i nos, ale był dużo mniejszym zmartwieniem niż płomienie, więc można było go przeboleć. Rzut oka i powoli zacząłeś się orientować w sytuacji. Kilku oprawców leżało zaledwie kilka centymetrów od ciebie, inni kilka metrów dalej. Ciał przybywało im dalej się patrzyło, a pomiędzy nimi można było dostrzec znajome twarze mieszkańców.
Ze złością wzrok przeskakiwał ci od sylwetki do sylwetki, od twarzy do twarzy aby spocząć przypadkiem na uzi ściskanym kurczowo przez jednego z martwych wrogów.
Stojącego na nogach nie widać było nikogo. Na wprost tylko kupa gruzu i śmieci, które miałeś okazję jeszcze rano sprzątać, gdy bracia ruszyli na polowanie; za nią przewrócy i płonący czarny samochód, najprawdopodbniej van. Po prawej , za kurnikiem ciągnęła się główna droga łączaca Chesterfield ze światem, po lewej zaś drugi van wgniatający jakąś osobówkę w ścianę biblioteki. Na dokładkę z kanałku ciągnącego się za biblioteką zdawało się kopcić, jak gdyby ktoś rozpalił tam małe ognisko.
Co tu się do cholery stało?
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Yelonek dnia Pon 19:01, 26 Lis 2007, w całości zmieniany 1 raz
|
|